Mój pierwszy raz

Jakub Porada (TVN): Wytłumacz naszym widzom skąd, mimo wszystko to się wzięło, że za punkt startowy wybrałeś Sydney, a nie np. Casablankę? Jakaś zasada przecież musiała Ci przyświecać w Twoim planie…

Ja: Hmmm. Sydney jest na literę “S”, tak samo jak Szczecin…

Jakub Porada (TVN): (śmiech) I to wystarczyło? Powiem szczerze, że co raz bardziej jestem zaintrygowany tym wywiadem…

Mówię prawdę. Postanowiłem przejechać dystans dzielący Sydney i rodzimy Szczecin rowerem, patrząc na wiszącą na ścianie mapę świata. Jednak jeżdżenie palcem po mapie, a rowerem po świecie, to przecież dwie różne sprawy. To też prawda. Gdzieś musiałem bardziej konkretnie zacząć. Jakoś musiałem dojść do wniosku, że jestem w stanie tego dokonać, a do tego sama wyobraźnia  nie wystarczy. Potrzebne jest jakieś, choćby najmniejsze doświadczenie…

Czy to prawda? Czy w istocie, potrzebny jest staż do czynności tak prostej, jak jazda na rowerze?  Nie. Wcale tak nie jest i przyszło mi poznać ludzi, którzy nagle, bez jakiegokolwiek doświadczenia w podróżowaniu jednośladem, postanowili przemierzyć nim kawał świata. Dokładniej mówiąc, do głowy przychodzą mi dwie osoby: Daniel (Brytyjczyk w moim wieku, z którym nocowaliśmy pod jednym dachem w Queensland w Australii), który postanowił przejechać z Nowej Zelandii do Paryża, oraz Kher Yee (Malajka), która  wymyśliła, że z Paryża wróci jednośladem do rodzimego Kuala Lumpur. Daniel, o którym już pisałem tutaj, zainwestował w sprzęt najwyższej klasy (część dostał od sponsorów), aby przejechać z Nowej Zelandii do Paryża. Z kolei młodziutka Kher Yee, o której pisałem tutaj, miała do dyspozycji tylko ułamek budżetu Daniela, więc poprosiła o złożenie roweru wyprawowego z używanych części (za niektóre nie musiała płacić, resztę ekwipunku jej podarowano).

Co ich łączy? W momencie rozpoczęcia pedałowania, obydwoje byli rowerowymi żółtodziobami. Z pewnością nie brakowało im wyobraźni, choć Daniel założył sobie karkołomne ultimatum (chciał przejechać 20 tys. km w pół roku, by zdążyć na konferencję ONZ w Paryżu, gdzie miał mówić o zmianach klimatycznych), podczas gdy Kher Yee nie potrafiła napompować koła i nie wiedziała po co jej śpiwór w Europie w marcu. Obydwoje mieli też wystarczająco wsparcia ze strony społeczności internetowych. Ich posty cieszyły się dużym zainteresowaniem. Co jeszcze ich łączy? A no to, że obydwoje nie ukończyli zaplanowanej trasy. W Chinach Daniel wsiadł do pociągu transsyberyjskiego i wysiadł zeń na Litwie. Z kolei Kher Yee skończyła pedałowanie gdzieś na Bałkanach.

Jaki z tego morał? Absolutnie żaden. No bo jakiż wniosek możnaby wysnuć na przykładzie zaledwie dwóch zapaleńców, szczególnie że można by przeciwstawić im dziesiątki osób, które też wystartowały z niczym, a jednak mimo wszelkich trudności zrealizowały założone cele? Próżno szukać tu maksymy, która przetrwałaby próbę krytyki. Więc o co mi w ogóle chodzi? Co usiłuję powiedzieć? Patrząc na swoje doświadczenia, nasuwają mi się trzy myśli:

  1. Po pierwsze: Nie mów nikomu o swoich celach, z wyjątkiem osób bezpośrednio zaangażowanych! Ogłoszenie wszem i wobec Twoich planów zaspokoi Twoje ego w takim stopniu, że będziesz mniej zmotywowany do wykonania ciężkiej pracy. Brzmi znajomo? Dla mnie aż nadto!
  2. Po drugie: Prawdą jest, że realizacji marzeń nie powinno się odkładać w nieskończoność, ale kolejną prawdą jest, że marzenie, które wystarczająco w Tobie dojrzało, to takie, na którego pełną realizację będziesz dostatecznie gotowy. Innymi słowy, motywacja pochodząca z wewnątrz musi być wystarczająco silna. O tym dowiesz się więcej z mojej książki.
  3. Po trzecie i najważniejsze: Zapomnij o punktach 1 i 2. Po prostu rób swoje. Nie po to wyposażono Cię w rozum, duszę i serce, żebyś kierował się w życiu (wyłącznie) radami innych ludzi!

A mój początek był taki. Rok 2012, z Gdańska do Świnoujścia, możliwie jak najbliżej brzegu Bałtyku, w sześć dni. Pomyśleć, że wtedy nazywałem to “wyprawą”! 😉

A Ty? Jakie jest (lub było) Twoje marzenie i jakie pierwsze konkretne kroki podjąłeś w kierunku jego realizacji?

2 thoughts on “Mój pierwszy raz

  1. zelu

    Ja bym chciał przejechać jakąś dwutygodniową wycieczkę po wschodzie Polski rowerkiem, na który sam sobie zarobię. Małe marzenia, ale kurde, ale bym się cieszył

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *