Sydney oczami Marty

Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne! Oko cieszy bujna roślinność, Sydney jest niesamowicie zielone. Fauna zaskakuje i oczy i uszy: na wolności latają kolorowe papugi, zaskakuje mnie cała masa nowych ptaków, które wydają dziwne dźwięki, np. wielkie czarne ptaszyska, niby kruki, wydają dźwięk: jakby stękał Azjata z zatkanym nosem. Mam nadzieję, przyłapać kiedyś jednego na gorącym uczynku z dyktafonem. 

Pyszne jedzenie na każdym kroku, moja ulubiona, póki co, to kuchnia tajska (czerwone curry z mleczkiem kokosowym, z warzywami, kurczakiem i ryżem mogę jeść codziennie). Z zachwytu padłam gdy weszłam do sklepów z warzywami i owocami. Na półkach feeria barw, soczystości i egzotyki. 40% z tego co widzę nie jestem w stanie nazwać, z tego 20% to takie zagadki, że miałabym trudności w przypisaniu im kulinarnego przeznaczenia.

Ludzie znacznie chętniej wchodzą w powierzchowne interakcje np. na ulicy czy w sklepie. Jako przykład taka oto sytuacja: stoję na przejściu dla pieszych, czekam na zielone światło, podchodzi do mnie mężczyzna i mówi: “Whereever you are going, enjoy!” Uśmiechamy się do siebie i idziemy każde w inną stronę – przyjemne uczucie pozostaje na długo. Na ulicy widzę i słyszę cały świat, z przewagą Azjatów (nie licząc stękających ptaków).

Od drugiego dnia jeżdżę po Sydney na rowerze! Cała kupa wolności jest z tym związana:). Już nie wyobrażam sobie inaczej poznawać miasta, zwłaszcza tak ogromnego. Ale nie ma nic za darmo: Sydney to zagłębie wzgórz, pagórków i niekończących się podjazdów! Jako dziewczyna z płaskich Kujaw mam ambiwalentny stosunek do podjazdów. Pracuję nad tym i postanowiłam ‘wziąć to na klatę’; wierzę, że z czasem wszystkie te wzniesienia będą źródłem przyjemności; na razie są źródłem satysfakcji i z każdym dniem jest trochę łatwej.

Przyzwyczajam się również do lewostronnego ruchu; czasem jeszcze tylko mam chwile zwątpienia na rondach i skrzyżowaniach.

Z ciekawostek, od dnia przyjazdu, przyzwyczajam się do wstawania wraz ze słońcem (prawie ze słońcem ;)). Jestem śpiochem i zaskakuje mnie jak łatwo przychodzi mi poranne wstawanie. Ten rytm sprawia mi radość i daje spokój. Regulacja snu to chyba najlepszy sposób na walkę z rozbiciem spowodowanym przez długi lot, zmianę tylu stref czasowych i pory roku. Dzięki zasypianiu przed północą, wpadam w głęboki sen i mam NIESAMOWITE, KOLOROWE SNY. Sny kolorowe jak papugi. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak dużo śniłam! Zapisuję je, bo są niezwykłe. W ostatnim byłam w kosmosie:)

Jedyne co reklamuję w tym mieście, to ceny. Sydney jest piękne i koszmarnie drogie.

P.S. W trakcie pisania tej opowieści, na taras przyleciały..a zresztą zobaczcie sami!

2 myśli nt. „Sydney oczami Marty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *