Archiwa tagu: refleksja

W końcu dotarłem do Quảng Ngãi. Był ciepły prysznic, ciepłe łóżko i ciepli ludzie. W pracy okazało się, że szkoła na miesiąc została z jednym nauczycielem (obcokrajowcem) zamiast trzech. Ze mną. 36 godzin zajęć tygodniowo zamiast 22 kontraktowych, na szczęście tylko przez jeden miesiąc. Potem się uspokoiło. Na chwilę… Czytaj dalej

Trzy dni temu przeżyłem najgorsze chwile podczas całej wyprawy. Nawet będąc w oku cyklonu na zachodnim wybrzeżu Japonii – gdzie nagłe porywy wiatru miotały mną jak lalką, a także podczas trzęsienia ziemii o sile 7,4 w Tokio – gdy w środku nocy jeździłem wraz z łóżkiem przez prawie minutę, nawet gdy leżałem obsrany i obrzygany w rowie w Indiach, nawet gdy się w końcu podniosłem i walnął mnie autobus, nawet leżąc w szpitalu wśród umierających wokół mnie na gruźlicę – nie czułem się tak ogarnięty paniką, tak bezbronny, tak bez żadnych szans, jak dwa dni temu o poranku, przy granicy z Birmą… Czytaj dalej

Nie lubię pisać gdy jest mi źle. Czuję się wtedy jakbym się nad sobą użalał, a sama myśl, że mogę się nad sobą użalać sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Samonakręcająca się depresja. Prawda jest jednak taka, że nie sram tęczą. Jak każdy miewam lepsze i gorsze dni, a ostatnio przeważają te drugie. Mógłbym w ciszy przeczekać tę burzę i odezwać się dopiero, gdy znów wyjdzie słońce, jednak wtedy nie byłbym szczery z Wami, a w retrospekcji sam ze sobą. Bo widzicie, ja chcę móc kiedyś spojrzeć na tego bloga jak na stary album ze zdjęciami i widzieć nie reklamę, hiperbolę jednej strony medalu, ale całą prawdę. W szczerości tkwi siła. Czytaj dalej

Mój dziadek, Mieczysław Kocuj, syn Józefa i Marii, urodził się 22 maja 1915 roku w Santa Marija, obecnie Słowenia. W 1936 ukończył z czternastą lokatą Szkołę Podchorążych Rezerwy, prawdopodobnie piechoty, w Tarnopolu, województwie Lwowskim. Awansował na stopień plutonowego i w 1937 roku został skierowany do 52. Pułku Piechoty w Brzeżanach, woj. Lwowskie. Czytaj dalej