Archiwa tagu: rower

Okazało się, że istnieje granica ciężaru, jaki mój organizm jest w stanie wtoczyć na kolejną górę. Niestety, przekroczyłem ją, dodając do bagażu hank drum – stalowy bęben o pięknym brzmieniu, ale i sporej wadze. Kolana powiedziały „dość!”, a łąkotka w lewym kolanie pękła, o czym nie wiedziałem przez prawie dwa tygodnie, dalej pogarszając kontuzję. W takim stanie przekroczyłem trudną granicę z Iranu do Iraku, do miasta As-Sulajmanijja, gdzie ból już nie pozwalał ignorować problemu.

Czytaj dalej

Należy się taki wpis. Od Wietnamu przejechałem przez siedem krajów robiąc grubo ponad jedenaście tysięcy kilometrów. Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Afganistan, Pakistan i teraz już docieram do połowy długiego Iranu. Było dużo gór, potem jeszcze więcej gór i jeszcze trochę gór, było głównie pod wiatr, była sawanna, czy już wspominałem, że pod wiatr? I teraz pustynie. Ten wpis to podsumowanie niebagatelnego roku, mojego stanu – fizycznego i psychicznego, oraz stanu sprzętu.

Czytaj dalej

Jak przygotowujesz się do tak długiej wyprawy? To jedno z pytań, które słyszę najczęściej. I wiecie co? Tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Instynktownie robiłem to, co uważałem za słuszne. Kierowało mną przekonanie, że szczęście sprzyja przygotowanym. I rzeczywiście – do tej pory szczęście mi sprzyjało, a jak coś działa, to nie ma sensu tego zmieniać. Od kolejnej wielkiej wyprawy dzielą mnie już tylko dni, chciałbym więc podzielić się z Wami procesem przygotowań. Może w końcu uda mi się wyczerpująco odpowiedzieć. Biorąc pod uwagę, że każdego interesuje coś innego: trening fizyczny, przygotowanie psychiczne, szczepionki, finanse, sprzęt itd., postanowiłem zebrać w jednym miejscu rzeczy, które dla mnie mają największe znaczenie. Zapraszam do lektury o tym jak wyglądają moje ostatnie miesiące, tygodnie i dni przed wielką przygodą.

Czytaj dalej

Mój rumak Hefajstos towarzyszy mi dzielnie już ponad dwa lata. W momencie pisania tych słów jego przebieg wynosi 13506 km. Do tej pory ani razu mnie nie zawiódł, a towarzyszył mi wszędzie: przez Australijską sawannę, Birmańską dżunglę, wjechał ze mną w Himalaje, pod Indonezyjskie wulkany, dał sobie radę w śniegach Hokkaido. To dzielny i niezawodny kompan. Ten wpis prawi o nim. Tak jak go złożyłem, tak teraz przed wami go „rozkładam” na części i analizuję każdą z osobna. W ten sposób pragnę podzielić się swoją wiedzą i nabytym doświadczeniem. Zaczynamy… Czytaj dalej

Nagle zgasło światło i nastała ciemność absolutna. W okolicy nie ma najmniejszego źródła światła, ni diody ni świecy. Najczarniejsza z czerni. Ktoś wchodzi do stołówki, prawdopodobnie właściciel, i włącza zasilanie z akumulatorów. Moim oczom ukazuje się lasagne wegetariańska, zjedzona do połowy. Mogłem zamówić to samo co Charles, czyli ryż z jajkiem, ale bardziej sycąca lasagne jest w tej samej cenie, podobnie z resztą jak pizza, burgery, dania chińskie, meksykańskie czy nawet tyrolskie rosti. Sądząc po menu można pomyśleć, iż znajduję się w jakiejś turystycznej mecce. Wszakże w Pokharze łatwiej uświadczyć dania europejskie aniżeli rodzimy dla Nepalu dhal bat. Istotnie jestem stosunkowo niedaleko Pokhary, ale jednocześnie z dala od cywilizacji. Niby jest bezprzewodowy internet, jednak podczas deszczu go nie ma, a leje jak z cebra kolejną godzinę z rzędu… Czytaj dalej

Jednak sie rozstali…

Tak czasem bywa, że burzliwy związek, wprawdzie pełen pasji, ale także zależności i wzajemnych (może zbyt wygórowanych?) oczekiwań staje sie toksyczny i nie ma innej opcji, jak po prostu się rozstać. Czytaj dalej

Mili Państwo, przed Wami Hefajstos, rower w miarę klasyczny i stonowany, ale gdy przyjdzie co do czego potrafi być szybki, agresywny i zwrotny, co udowodnił. Przejechał do tego momentu już 620 km, więc mogę już coś o nim powiedzieć. Na test zabrałem go do Czech, gdzie w zeszłym tygodniu przejechał 450 km, w tym wiele podjazdów…

Czytaj dalej

Wczoraj, piątek 22 sierpnia 2014. Jednego dnia dowiedzieliśmy się, że przyznano nam wizy 'Pracuj i zwiedzaj’ w Australii. Ten program jest dostępny dla Polaków od zaledwie trzech tygodni! Tylko 200 miejsc na rok i udało się nam dostać! Ułożył się plan: popracować w Australii aby zaoszczędzić jak najwięcej i z końcem wizy wyruszyć w powolną podróż powrotną do Polski. Australijskie dolary pozwolą nam podróżować dłużej niż złotówki.  Czytaj dalej